[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | DALEJ ]     


» THE SETTLERS | Blue Byte 1993 | Strategiczna «

Tak bardzo się zastrzegałem, że nie napiszę tej recenzji, ale po prostu nie mogłem się oprzeć pokusie i w końcu się do niej zabrałem. Nie jest to bijatyka, a przecież właśnie bijatyki zwykle opisuję, jest to jednak jedna z moich ulubionych gier strategicznych (tylko, że ja zazwyczaj trzymam się z daleka od tego gatunku) i spędziłem z nią kolejnych kilka godzin, po czym zabrałem się za pisanie.

Każdy oldschoolowiec patrząc na tytuł The Settlers od razu grę kojarzy z Amigą, setkami godzin spędzonych z ręką na myszy i tygodniami poświęconymi na budowaniu osady oraz prowadzenie jej. Młodsi natomiast gracze kojarzą ten tytuł z nowszymi odsłonami tej gry. Miałem okazję zagrać w kilka części jakiś czas temu, muszę jednak stwierdzić, że nowi Osadnicy to nie jest to samo co kiedyś, brakuje tam klimatu. Część druga była natomiast również bardzo dobra, ale też czegoś mi w niej brakowało. W tej recenzji zajmiemy się jednak częścią pierwszą, wydaną pierwotnie na Amigę przez Blue Byte w roku 1993, a później została przeniesiona dodatkowo na PC. O tym, że gra zrobiła największą karierę wśród gier strategicznch (do czasu C&C i Warcrafta II) chyba mówić nie muszę. The Settlers bił rekordy sprzedaży i szybko stał się tak popularny, że każdy amigowiec miał w swojej dyskietkowej kolekcji właśnie tą grę.

Gra wyróżniała się spośród setek innych strategicznych gier, a to głównie dlatego, że wcześniej wszystko na ekranie opisane było przez proste kwadraty i punkty, które na mapie przesuwały się co jakiś czas, a gracz tylko wydawał raz na jakiś czas proste polecenia. W The Settlers te wszystkie punkty i kwadraty zostały zastąpione grafikami ludzi czy budynków, a do tego wszystko cały czas "żyło" na ekranie. Osada, którą budował gracz stale się rozwijała, a ludzie wykonywali swoje zawody, np. widoczne wyraźnie było, jak rybak podchodzi do jeziora i zarzuca wędkę, po czym później wracał do swojej chaty ze złowioną rybą. Widoczne było powolne wznoszenie budynków, ścinanie drzew i przerabianie ich na deski, czy przenoszenie towarów przez całą osadę. Wszystko zostało obdarzone lekkim humorem.

Akcja gry dzieje się gdzieś w średniowieczu, nie przedstawia żadnych wydarzeń znanych z historii, ale pozbawiono też gry elementów fantastycznych, dlatego nie zobaczymy nigdzie latających smoków, orków czy nie wiadomo jakich machin bojowych z kosmosu. Dla mnie to bardzo duża zaleta tej gry, bo bardzo mało jest takich luźnych, ale wymagających strategii w takich klimatach. The Settlers mimo, iż jest grą lekko humorystyczną i nie posiadającą żadnej fabuły pokazuje nam bardzo realistyczny zarys prowadzenia osady w tamtych czasach.

Gra jest bardzo trudna, choć pierwszych kilka map da się ukończyć dość szybko bez żadnych problemów. Podstawowym celem graczy jest zniszczenie państw graczy komputerowych, ale droga do zwycięstwa nie jest prosta i trzeba się solidnie napracować, a wcześniej dobrze przemyśleć. Zacząć trzeba wszystko od wybudowania zamku (kwatery głównej naszej osady), później trzeba się zabezpieczyć przed z surowcami w postaci desek i kamieni, więc dobrze by było zbudować chaty leśnika, drwala, tartak oraz kamieniołom. Ale osadę trzeba też powiększać, w tym celu budujemy strażnice. Te są zamieszkiwane przez nasze wojsko, ale w naszym zamku w końcu zaczyna wojsk brakować i trzeba rekrutować nowych żołnierzy. Zaczynamy więc zaopatrywać się w regularne dostawy żywności (rybacy, hodowle świń i zboża, młyny), budujemy kopalnie (bez złota wojacy nie będą polepszać swoich umiejętności), zakłady metalowe (narzędzia, miecze i tarcze też są potrzebne) i całą masę innych budynków. Zbudowanie choć jednego w złym miejscu może znacznie spowolnić rozwój naszej osady, a wtedy stajemy się łatwym celem dla graczy komputerowych.

Brzmi pięknie? Trzeba jednak dodać, że wszystko wygląda również bardzo realistycznie, a przy tym bardzo ładnie. Jak wspomniałem autorzy zadbali o to, żebyśmy widzieli dokładnie jak drwal idzie do lasu i ścina drzewo. Tylko wyobraźcie sobie takiego drwala niosącego całe drzewo (tak niestety było w wielu późniejszych gracz), normalnie byłoby to nie możliwe. Programiści z Blue Byte zadbali więc o to, żeby te drwal najpierw poobcinał wszystkie gałęzie, a dopiero potem przeniósł obrobione drewno pod swoja chatę. No, ale to drzewo nie może tak leżeć, przychodzi więc po nie tragarz i zanosi je do tartaku. Tam wykonywane są z niego deski. Tak bardzo rozbudowany jest tylko jeden z setek różnych procesów jakie wykonuja nasi osadnicy! A jak wygląda budowanie domostw? Najpierw jest równany teren, później znoszone są materiały potrzebne do budowy, a potem deska po desce, cegiełka po cegiełce zaczyna powstawać budynek. Robi to wielkie wrażenie nawet dziś.

Nie jest to oczywiście symulator, w żadnym wypadku. Jak mówiłem naszym głównym celem jest walka z przeciwnikami. Tak więc wysyłamy nasze wojska do wrogiej osady, a tam wojacy zaczynają machać mieczami, krzyczeć, a nawet się kopać. Bitwa się jednak w końcu kończy i udaje nam się zająć część terenu wroga. Nasze granice zostają częściowo powiększone, a wszystkie budynki, które się tam znajdowały (oprócz strażnic) zostają spalone, płoną przez kilka minut zostawiając po sobie gruz i zgliszcza. Wygląda to przepięknie. Tak samo jest z w tej grze ze wszystkim, wszystkie dzieje się jak na żywo, nie ma tu czegoś takiego, że jakaś postać stoi w miejscu i czeka na rozkazy. Nie. Nawet pojedynczy tragarze, którzy akurat nie mają nic do roboty ruszają się, drapią po głowach, itp. Sporo tego i można by było wymieniać jeszcze bardzo długo.

Interfejs użytkownika jest bardzo dobry, niektóre rzeczy rozwiązano w bardzo prosty sposób (choć niektóre rzeczy lepiej wykonano w Settlers II). Wszystko wykonujemy za pomocą myszy. W dolnej części ekranu znajduje się mały panel, w którym możemy znaleźć takie rzeczy jak budowanie budynków, zarządzanie osadą, mapa świata i kilka innych. Wystarczy tylko wybrać odpowiednią opcję i gotowe. Nie trzeba się męczyć z żadnym mozolnym wydawaniem rozkazów. Dodatkowo wszystko jest oznaczone odpowiednią ikoną (choć przydałyby się opisy), dzięki temu od razu widać, że właśnie zarządzamy dostawami żywności lub produkcją jakiegoś surowca.

Ale zawsze dobrze by było zagrać sobie też z kolegą czy bratem w multiplayerze. Takiej opcji też nie brakuje w The Settlers. Co prawda w roku 1993 o internecie jeszcze nikt nie słyszał, tak więc jedyna opcja trybu wieloosobowego (dokładniej dwuosobowego) to dwóch graczy na jednym komputerze. Gra wymaga wtedy podłączenia dwóch myszy, po jednej dla każdego gracza. Ekran dzielony jest na pół i każdy gracz prowadzi swoją własną osadę, a cele mają takie same jak w trybie dla jednego gracza. Cała gra jest wtedy jeszcze bardziej wciągająca i choć każdy gracz widzi tylko kawałek ekranu to można szybko do tego przywyknąć. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć też kilku trybów gry, wśród których znajdziemy kampanię, pojedyncze misje czy gra demonstracyjna (w tej ostatnie nie sterujemy żadnym graczem, a jedynie przyglądamy się poczynaniom komputera, dobre dla osób, które nie miały wcześniej nic wspólnego z The Settlers). Dodatkowo po ukończeniu całej gry możemy sobie zrobić własne mapy.

Pora opowiedzieć coś o oprawie graficzno-dźwiękowej. Już po uruchomieniu intro gra zaczyna zachwycać piękną grafiką, ładnie wykonana, kilkuminutowa kreskówka przedstawiająca wędrującego władcę (w niego się później wcielamy). Na Amidze gra wyglądała po prostu idealnie, wszystko bardzo kolorowe i realistyczne, do tego przepięknie animowane. Pecetowcy mogli dodatkowo włączyć opcję SVGA, dzięki czemu grafika była jeszcze lepsza (wyższa rozdzielczość). A co z dźwiękiem? Wspaniały! Tak dobrych dźwięków nie słyszałem wcześniej w żadnej innej grze. Bardzo realistyczne odgłosy wykuwania broni, ścinania drzew czy płonących chat robią duże wrażenie i nawet o wiele młodsze gry nie miały tak idealnie dopracowanej oprawy dźwiękowej. Aż trudno to opisać, trzeba po prostu zagrać i samemu się przekonać.

The Settlers to gra strategiczna, która na stałe zapisała się do kart historii gier komputerowych. Jest to pozycja ponad czasowa, nawet zatwardziali przeciwnicy gier strategicznych znajdą tu coś dla siebie i na pewno nie będą się nudzić. Gra jest bardzo wciągająca i po prostu wyjątkowa, nie bez powodu stała się tak popularna, a seria jest kontynuowana do dziś. Nie polecam jej, ja was do niej zmuszam. Ten kto nie grał ma czego żałować i musi po prostu nadrobić zaległości, bo nie zagrać nigdy w The Settlers to wielki grzech dla gracza. Tyle.

PS. Łukasz odsyłał mi tą recenzję trzy razy twierdząc, że tak głośne tytuły wymagają porządnych recenzji :). Doceńcie więc moje starania, to moja pierwsza tak długa recka.

Ocena: 9/10

 

Plusy: Minusy:

+ duża realistyka
+ oprawa
+ poziom trudności
+ wciąga

- hmm... nie znalazłem

Kazzon



[ WSTECZ | SPIS TREŚCI | GÓRA | DALEJ ]